Przed zniszczoną płachtą
obojętności.
Nim księżyc będzie pragnieniem,
gdy gwiazdy najjaśniejszej promienistość
skończy się wraz z ostatnim tchnieniem.
Przed porą roku byle jaką.
Nim krokus wyleje pierwsze łzy rosy,
gdy biały śnieg kaczkę przegoni pstrokatą
i skończy się sezon na sianokosy.
Przed złym gestem, milczeniem spojrzenia.
Nim dotkniesz, bezmyślnie mojego serca,
gdy trawił Cię będzie chłód sumienia
i skończy się nasza era kobierca.
Uchronić nas może tylko „do widzenia”
wypowiedziane nim źrenice
i pierwsze zalążki nieustannego myślenia,
dotrą do serca zahaczając kotwicę.
Nim księżyc będzie pragnieniem,
gdy gwiazdy najjaśniejszej promienistość
skończy się wraz z ostatnim tchnieniem.
Przed porą roku byle jaką.
Nim krokus wyleje pierwsze łzy rosy,
gdy biały śnieg kaczkę przegoni pstrokatą
i skończy się sezon na sianokosy.
Przed złym gestem, milczeniem spojrzenia.
Nim dotkniesz, bezmyślnie mojego serca,
gdy trawił Cię będzie chłód sumienia
i skończy się nasza era kobierca.
Uchronić nas może tylko „do widzenia”
wypowiedziane nim źrenice
i pierwsze zalążki nieustannego myślenia,
dotrą do serca zahaczając kotwicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz