Zachłannie z lękiem, niechętnie z
pragnieniem
Kocham Ciebie we śnie, chociaż o tym nie wiem
Rozsądnie bez ograniczeń, głośno ale skrycie
Kochanie Ciebie inicjuje serca mego gnicie
Hulając z wiatrem wolna w przestworzach
Wśród zieleni, błękitów, w górach i na morzach
Ubrana w ciężką zbroję antykupidynową,
Bo rozum z sercem chcą ale nie mogą
Płonąc ogniem żywym, niosącym ciepło
Kocham Ciebie we śnie, chociaż o tym nie wiem
Rozsądnie bez ograniczeń, głośno ale skrycie
Kochanie Ciebie inicjuje serca mego gnicie
Hulając z wiatrem wolna w przestworzach
Wśród zieleni, błękitów, w górach i na morzach
Ubrana w ciężką zbroję antykupidynową,
Bo rozum z sercem chcą ale nie mogą
Płonąc ogniem żywym, niosącym ciepło
Z iskrami unoszę się i znikam
lekko
Bez cienia ni śladu różu na okularach
Dusza ma suszy się w tych oparach
Błądząc w ciemni oceanu głębinach
Otulona zimnem, niczym zła machina
Z braku cierpliwości unoszę się pychą,
Czerwoności cierpienia jadam pełną michą
Zakopana po uszy w tej maskaradzie
Gubię gdzieś siebie w miłości mej sadzie
Owocuję obficie i niestety czekam
I miast coś zrobić ja ciągle narzekam...
Bez cienia ni śladu różu na okularach
Dusza ma suszy się w tych oparach
Błądząc w ciemni oceanu głębinach
Otulona zimnem, niczym zła machina
Z braku cierpliwości unoszę się pychą,
Czerwoności cierpienia jadam pełną michą
Zakopana po uszy w tej maskaradzie
Gubię gdzieś siebie w miłości mej sadzie
Owocuję obficie i niestety czekam
I miast coś zrobić ja ciągle narzekam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz