poniedziałek, 23 listopada 2015

Jesień życia 2

Na śniadanie łyk rycyny, kropla złości
na łyżeczce z sztucznej porcelany.
Kanapka wypchana pychą zazdrości
na talerzyku kruchym i szklanym.

Mój to posiłek, lecz inni wiecznie niedojedzeni.
Niech żrą na zdrowie!
Radośnie utoną przez talerz w krwi czerwieni.
Niech im Bozia odbić pomoże!

Mój to początek dnia, myślą, że też tak chcą;
niech udławią się w łyżeczce.
Z uśmiechem dodam zatrutych życia mąk
niech jedzą po troszeczce.

sobota, 21 listopada 2015

Mentalność ludów

Łzy mi mówią, że nadzieja nic nie daje,
ułoży się wszystkim, lecz mnie wcale.
Wszystkie znaki na niebie, wróżby, horoskopy
fałszerstwo snują, zwodzą o rozkoszy.

Tak dokładnie, sądzę ja tak samo.
Będę jak trawa co zmienia się w siano:
suchość uczuć zawiąże mnie w snopek,
nie do rozbicia, bez żadnych łaskotek.

Będę jak stara, zużyta parasolka:
gdy ktoś chcę otworzyć ja się ociągam.
Nie daj boże ktoś musi schronić się przed deszczem,
zastanie dziurę wypchaną powietrzem.

Będę jak słońce, gdy potrzebujesz się ogrzać:
zajdę za chmur wielkich czarnych rozpacz.
Zaś gdybyś pragnął chłodu w upaleniu,
wyjdę i sparzę Cię nawet w drzew cieniu.

Tak, będę ja bardzo tragiczna,
samotna, stara i zrzędliwa.
To wszystko znaczy, że umrę w nieszczęściu
po waszym najmędrsi szczęśliwym odejściu.

niedziela, 15 listopada 2015

Melisowo kawiasta

Ona jest melisowo kawiasta.
Ceni spokój i ciszę, gdy nastaje ranek.
Lubi jednak południe pełne zachwycanek
Wieczorami tabloidalna 
patrzy tylko swoich porcji 
by w nocy zatrumić dobro 
w morzu kainowskich emocji
Zwyczajowa w poniedziałki, środy, piątki
Trancendentalna znów w niedzielę, soboty, i wtorki.
Agonijuje by się narodzić, 
jej życie to ciągła przygoda
Oficjalnie jednak ogłoszę, 
że jest prostu pogodowa.

Sztuka radości

Nie pojmie nikt jaką sztuką jest radość
Ta najczystsza z naturalnych źródeł
Potrafi wznieść nad wyżyny ludzkość
Samoistna, z niczego powstała
Okalająca cały nasz mały światek
Bo szczęście jest jak krucha skała
Gdy ktoś spadnie nie wierzy już w nic.
Zrozumie tylko ten, który przyjął ją za pieniądze,
by później ją stracić i odnajdywać samemu w sobie.

niedziela, 8 listopada 2015

Wesele

Hula wiatr wraz z nim liście
Są na weselu jesieni i zimy
Przebrane kolorowo iście
Tańczą wśród lasu serpentyny

To oberka, to znów walca
Lub usiądą gdzieś przy drzewie
By powrócić znów do tańca
Po jesiennej łez ulewie

Bawić się chcą też w chusteczkę
To ją strącą z mojej głowy
By się z sobą choć troszeczkę
Poprzytulać bez namowy

Rozmawiają z kaczuszkami
O tej cudnej wszak imprezie,
By zostały jeszcze z nami
Zima później je zawiezie.

Wiatr z drzew powoli ściąga
Liści podwiązki z wysokich gałęzi
By tradycja nie miała końca,
Za rok widniały zapowiedzi

Lecz wnet zbliża się godzina
"Koniec wesela"-mówi zima.
W separacji jest z jesienią
I te liście nic nie zmienią...

Dziękuję, nie dla mnie

Nie dla mnie stworzone rutynowe czynności
Zajmowanie się praniem ścierek,
Brudnych od obiadu ugotowanego dla gości,
Zmywanie i głowa pełna rozterek.

Nie dla mnie inni, wszyscy dziwacy
Zajmujący się tylko codziennymi sprawami,
Albo cudzymi najlepiej, jak to rodacy,
Wścibscy, miast patrzeć na siebie sami.

Nie dla mnie sejmu szlachetni posłowie,
Kolorowe świecidełka, tabletki, reklamy
„Co zrobić?” telewizor wszystkim podpowie.
Ślepcy z kolorowymi okularami.

Nie dla mnie ważne kosztorysy
Złota góry, kopalnie diamentów
Składane złotówki na mszy do misy
Gorliwcy pełni łaskawych ornamentów.

Ja chcę po prostu usiąść na skarpie
Nad brzegiem jeziora myśli z wędką
Najciekawsze do kosza wierszy wyłapię
I oto napiszę z obojętności zachętą

Dziękuje wam wszystkim z całej duszy,
Żeście są zwykli i normalni,
Że nie znacie wrażliwości potopów i suszy
Wtedy ja mogę pisać, jacy jesteście marni.

sobota, 7 listopada 2015

Kwiaty w listopadzie

Kwiaty w listopadzie kruche są i słabe,
Nostalgicznie poddają się mrokowi.
Kwiaty w listopadzie zmęczone są i w nieładzie,
Sentymentalnie przystają mrozowi.

Zgadzają się nieświadomie.
Pełne własnych uczuć,
Które są suche i niewidome
Ulegają porom w życiu.

Jestem jak kwiaty w listopadzie,
Nad grobem niespełnionych marzeń.
Jestem jak kwiaty w listopadzie
Sztuczne i prawdziwe zarazem...

wtorek, 3 listopada 2015

Portal do sławy

Kiedy wstajesz rano, robisz zdjęcie
Dodajesz na fejsa, czekasz napięcie
Na pierwsze lajki i komentarze:
„Oh ! Jaka piękna!”, „O Tobie marzę !”

Myjesz więc zęby, wkładasz ubranie
Jebniesz se fotę szybko na kolanie
W lustrze wśród do prysznica żeli
Szczerzysz żółte zęby w sławy nadziei

Sprawdzasz co chwilę wpływy fejmu
W szkole nie czynisz żadnego postępu
Czy to historia, czy język polski
Znów tweetniesz zdjęcie z lekcji beztroski

I kiedy busem jedziesz do domu
Musisz udostępnić to byle komu
Tak jedząc obiad napiszesz, żeś głodny
Kolejnej foodfoty instagram jest godny.

Wnet kupy przyszła najwyższa pora
Więc snapchat rozsyła wszystkim dokoła
Zdrową kupencję w czyściutkim kibelku
Z komentarzem: „Ups.. kupa, zabrakło papierku ;(„

Rychło wieczoru nadchodzi czas
A Twój dzień wyglądał tak :
Facebook, Instagram, Twitter i Snap.

Jesień życia 1

Czuję, że to jesień życia
Wiatr bezduszności przeszywa mnie na wskroś
W rękach już lód nie znika
Ten co miał topnieć, gdy cierpiał ktoś

Fałszywe uśmiechy, lakoniczne spojrzenia
Rzeczywistość, w której nic się nie zmienia
Jednak ja ulatuję w królestwo cienia
Wiem, że przepadną moje pragnienia

Serce wkładam, podczas wchodzenia na drabinę
Do środka małych drzewek, dając świadectwo
Uporczywie przestrzec , gdy trafię na minę
Nim światło znajdę, chcę całe dziedzictwo

Przed złudzeniami, którymi karmiłam, jak matka
Która musi dla dobra swych dzieci
Całe braliście łapczywie te glizd kłamstwa
By odbić się mogło wam jak rybie w sieci.

Tak wy wyłowieni umieracie w przekonaniu
Dobra i miłości ze strony rybaka
Wprawieni w sztucznym gadaniu, nie słuchaniu
Złapani zostajecie w dwulicowość haka

Bo tacy jesteście w sobie zadumani,
Grożący wiecznie i nieustępliwi,
Że wasz świat pragnień,
kredkami zamalowałam obłudnymi.

Samotność artysty

 Mówią kochaj! Bądz kochany!
Cóż kiedy człowiek woli być z sobą samym?

Sis vis amari ama!
Starców kultura nam powiada.

Kocham lecz nie tego,
Co by go wybrało niebo.


Nią jestem przecież 
Tak mnie życie plecie

Konary swoje jak drzewo dumnie wystwiam,
Sama stoję pośród pustkowia i do siebie przemawiam:

"Wiatr mi wybrał taką drogę 
Że nikogo mieć nie mogę"

Taki to nasz smutny los niestety:
Artystą być i cierpieć za bzdety.