Czuję, że to jesień
życia
Wiatr bezduszności przeszywa mnie na wskroś
W rękach już lód nie znika
Ten co miał topnieć, gdy cierpiał ktoś
Fałszywe uśmiechy, lakoniczne spojrzenia
Rzeczywistość, w której nic się nie zmienia
Jednak ja ulatuję w królestwo cienia
Wiem, że przepadną moje pragnienia
Serce wkładam, podczas wchodzenia na drabinę
Do środka małych drzewek, dając świadectwo
Uporczywie przestrzec , gdy trafię na minę
Nim światło znajdę, chcę całe dziedzictwo
Przed złudzeniami, którymi karmiłam, jak matka
Która musi dla dobra swych dzieci
Całe braliście łapczywie te glizd kłamstwa
By odbić się mogło wam jak rybie w sieci.
Tak wy wyłowieni umieracie w przekonaniu
Dobra i miłości ze strony rybaka
Wprawieni w sztucznym gadaniu, nie słuchaniu
Złapani zostajecie w dwulicowość haka
Bo tacy jesteście w sobie zadumani,
Grożący wiecznie i nieustępliwi,
Że wasz świat pragnień,
kredkami zamalowałam obłudnymi.
Wiatr bezduszności przeszywa mnie na wskroś
W rękach już lód nie znika
Ten co miał topnieć, gdy cierpiał ktoś
Fałszywe uśmiechy, lakoniczne spojrzenia
Rzeczywistość, w której nic się nie zmienia
Jednak ja ulatuję w królestwo cienia
Wiem, że przepadną moje pragnienia
Serce wkładam, podczas wchodzenia na drabinę
Do środka małych drzewek, dając świadectwo
Uporczywie przestrzec , gdy trafię na minę
Nim światło znajdę, chcę całe dziedzictwo
Przed złudzeniami, którymi karmiłam, jak matka
Która musi dla dobra swych dzieci
Całe braliście łapczywie te glizd kłamstwa
By odbić się mogło wam jak rybie w sieci.
Tak wy wyłowieni umieracie w przekonaniu
Dobra i miłości ze strony rybaka
Wprawieni w sztucznym gadaniu, nie słuchaniu
Złapani zostajecie w dwulicowość haka
Bo tacy jesteście w sobie zadumani,
Grożący wiecznie i nieustępliwi,
Że wasz świat pragnień,
kredkami zamalowałam obłudnymi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz