środa, 30 grudnia 2015

nicości bezmiłość

Wędruję w górę.
Wróć, spadłam niżej.
Staczam się w wielki rów.
Wróć, to kanion.

Co ja tu robię?

Wchodzę wyżej
w tę pustą przestrzeń sennych ramion.

Garstkami chwytam ulatujące chmury
wspomnień, by nigdy się nie rozpuściły.

Słońce już dawno zaszło za horyzont prawdy,
zostawiło mi spadające gwiazdy.

Spadam na dno w nicości bezmiłość.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Spełnione marzenia

Kiedyś mała dziewczynka z kucykiem,
dotknąć chciała szklanej góry.
Przez życie iść z kałasznikowem,
rozbijając wokół wrogów.

Nieopatrznie z klapkami na powiekach,
gnała pod prąd ku marzeń szczycie.
Po omacku wspinała się po cierpieniach;
A strach był tylko baba jagą ze starych bajek.

Nie widziała, że szczyt to wysoka cena
za te błahe do spełnienia marzenia,
bo gdy stała na wierzchołku było niesamowicie,
teraz patrzy ze smutkiem, w dół tęskniąc skrycie.

wtorek, 8 grudnia 2015

Grudniową nocą

Baldachim błyszczący na ciemności granacie,
odbija swe światło w prześcieradle z śniegu.
Jodłowe świeczki stoją jak na warcie,
gotowe spłonąć, niż wyrwać z szeregu.

Skrzypi to łóżko i świeci się zadaszenie,
jakbym mu przeszkadzała w istnieniu.
Więc oglądam cicho to przedstawienie,
idąc po ciemku w jodłowym cieniu.

I słucham tej ciszy krnąbrnej,
co magią mi mówi stare baśnie:
o potoku, moście i drodze krętej.
Wszystko mi powie nim księżyc zaśnie.

Tędy był podróżnych dziwadeł
przejazd jedyny, przez dwa zamczyska.
I ten oto strumyk perfidny diabeł
zamienił w żelazne urwiska.

A drogę poplątał , nicią złej Ariadny,
że Dziweł znalazł się w innym miejscu:
gdzieś pod wrotami do piekieł czarnych.
Spotkał diabła od razu przy wejściu.

Tak zaciągnął wszystkie dziwadła do groty.
Zamknął je szczelnie w zdobionym pudełku,
i ma je zawsze przysięgam do joty,
gdy go spotykam, przy rzeki źródełku.

Zmienił to wszystko za sprawą Pana.
Wypuszcza je zawsze grudniową porą.
Śmiejąc się, pijemy razem szampana,
bo to ja jestem Panną Dziwadłową

Na tym łożu bym padła na wieczność,
wielbiąc je mimo zimna jak Hiob.
By dotrwać do chwili dającej radość,
leżąc odkryta i goła jak głąb.

Wiatr przeniknąć chce niczym duchy,
chucha lekkim, znudzonym ziewaniem.
Otwiera swe usta, dodając otuchy
mi gdy wracam do domu nad ranem.

środa, 2 grudnia 2015

Winna i kat

Duchy chodzą po przeszłości gankach,
majaczą coś o rodzeniu nowych pokoleń
i że jeden puzzel to nie układanka,
że zmieniłam cel mimo wyszkoleń.

Trzeźwieją mnie realności kubłem.
Zimnieję pewnością,otulam nią rozum.
Zamieszam i wygram jednym puzzlem.
Nie dla mnie lalki, koniki czy domy z betonu.

Każą dać mi siarczysty policzek.
Prosto w nos, by pękł, dla zrozumienia,
że bez tego nie ma choinek, baranów, pożyczek
i że gadam nie od rzeczy bez zastanowienia.

Nie w nocy ocierać łzy, obrączką naznaczoną,
w dzień tęsknić ku zachodowi.
Nie sama tworzyć mannę piersiową,
zeszłorocznemu przyglądać się kalendarzowi.

Bo głupi kto wie, że tak stwardnieję jak głaz.
Jam jest poduszką, do przytulenia na raz.
Bo głupi kto wie, że od tego jest świat.
Ja rządzę życiem, jestem winna i kat.

wtorek, 1 grudnia 2015

Apoteoza

Fory dla codzienności bławochwalcze modły,
bowiem to przez nią i z nią kwitną wokół jodły!

Ubóstwiajmy to co nas otacza.
Dziękujmy Panu za dar tego świata.

Za każdy nawet najmniejszy kwiatek,
za dane życie, co roku opłatek.

Za jaja święcone i kurę malutką,
za słońce, co dziś akurat chowa się za chmurką,

Za księżyc który w mrok nocy nam lśni,
za każdy sen, który wtedy się śni.

Za ustawy te ważne i te oportunistyczne.
Za ptaszki co śpiewają nam entuzjastycznie.

Za każdą myśl tą złą co nas pogarsza,
za tą dobrą co się szybko rozprasza.

Za drogę do domu i ciepło w kominku.
Za kościółek mały i kapliczkę przy rynku.

Za rodzinę całą tą dużą i tą całkiem małą.
Za herbatę gorącą, gdy chłodne dni mijają.

Za kawę co stawia nas co dzień na nogi.
Za to dziękuję Ci Boże drogi.