Duchy chodzą po przeszłości
gankach,
majaczą coś o rodzeniu nowych pokoleń
i że jeden puzzel to nie układanka,
że zmieniłam cel mimo wyszkoleń.
majaczą coś o rodzeniu nowych pokoleń
i że jeden puzzel to nie układanka,
że zmieniłam cel mimo wyszkoleń.
Trzeźwieją mnie realności kubłem.
Zimnieję pewnością,otulam nią rozum.
Zamieszam i wygram jednym puzzlem.
Nie dla mnie lalki, koniki czy domy z betonu.
Każą dać mi siarczysty policzek.
Prosto w nos, by pękł, dla zrozumienia,
że bez tego nie ma choinek, baranów, pożyczek
i że gadam nie od rzeczy bez zastanowienia.
Nie w nocy ocierać łzy, obrączką naznaczoną,
w dzień tęsknić ku zachodowi.
Nie sama tworzyć mannę piersiową,
zeszłorocznemu przyglądać się kalendarzowi.
Bo głupi kto wie, że tak stwardnieję jak głaz.
Jam jest poduszką, do przytulenia na raz.
Bo głupi kto wie, że od tego jest świat.
Ja rządzę życiem, jestem winna i kat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz