W tej ciszy mojej ulubionej pory
dnia:
nim księżyc wzejdzie, słońca już nie ma.
W tym blasku północy, mroczności południa:
nim oczy widzą kontury, nie widzą cienia.
W tej godzinie ubóstwiam się oplatać,
czuć dotyk wiatru i żegnać się, i witać.
W tym czasie kontempluję dziwactwa,
życie jest jawą- myśl, że to plugastwa.
Marna ta chwila
codzienności wywyższania,
kiedy Ciebie przy mnie nie ma,
na nic wszystkie me starania.
Marna też ta chwila
codzienności wywyższania,
kiedy mocno mnie przytulasz,
na nic cała świata bania.
nim księżyc wzejdzie, słońca już nie ma.
W tym blasku północy, mroczności południa:
nim oczy widzą kontury, nie widzą cienia.
W tej godzinie ubóstwiam się oplatać,
czuć dotyk wiatru i żegnać się, i witać.
W tym czasie kontempluję dziwactwa,
życie jest jawą- myśl, że to plugastwa.
Marna ta chwila
codzienności wywyższania,
kiedy Ciebie przy mnie nie ma,
na nic wszystkie me starania.
Marna też ta chwila
codzienności wywyższania,
kiedy mocno mnie przytulasz,
na nic cała świata bania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz