wróbelek wychyla się z amoku
trzepoce skrzydełkami
by w chmurach w czasie lotu
w przestworzach dać sobie zginąć
kret zamroczony wychyla swój pyszczek
potrząsa nim i chowa się do nory
by w domu swoim w zgliszcze
w ciemności czerni dać sobie zginąć
pod stopami mam kamienie
pnące się na wyżynie mądrości
kolana mi drą i czyste sumienie
w tym druzgocącym jazgocie ciszy
wychylam swą głowę ponad boskości
kręcę dając wyraz matni bezsilności
by na tej górze na samotności szczycie
na zawsze odnaleźć sensu życie
trzepoce skrzydełkami
by w chmurach w czasie lotu
w przestworzach dać sobie zginąć
kret zamroczony wychyla swój pyszczek
potrząsa nim i chowa się do nory
by w domu swoim w zgliszcze
w ciemności czerni dać sobie zginąć
pod stopami mam kamienie
pnące się na wyżynie mądrości
kolana mi drą i czyste sumienie
w tym druzgocącym jazgocie ciszy
wychylam swą głowę ponad boskości
kręcę dając wyraz matni bezsilności
by na tej górze na samotności szczycie
na zawsze odnaleźć sensu życie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz