piątek, 24 lipca 2015

Szalik

Gdy tylko gęsiej skórki nadejdzie sezon
Białe tumany zasp nas odwiedzą
Z lubością kochany ja Ciebie wyciągam
Zakładam wokół szyi delikatnie pociągam

Co widzi oczu Twój miliard ze sznurków?
Co słyszą uszy Twoje na ramieni pagórków?
Co czują dłonie Twoje głowę trzymając?
Co wchłania nos Twój perfumami odurzając?

Widzisz mnie nagą nad wanną życia
Przy Tobie słów moich czynna dzwonnica
Błahostek analiz pełna ciężka głowa
Potu nagrabiona śmiatka, łez podłoga

Gdy czekolady ciemnej delikatna poświata
Wyleje się otoczy jak więzienna krata
Ty biedaku we wspomnień stęchliźnie
Leżysz płacząc rzewnie i bezczynnie

Co wtedy widzą oczy załzawione?
Co wtedy słyszą uszy wyczulone?
Co wtedy czują dłonie w pragnieniu?
Co wtedy wchłaniasz w kurzu otoczeniu?

Pewnie ciemności no tak prosta sprawa
Słyszysz jak radość za drzwiami się stwarza
Czujesz słodką nostalgie chropowatą złość
Dusisz się czekając aż przyjdzie mój głos

Otulasz miękkością śpiworze z mchu
Na każdy słońca wschód lecz nie do snu
Czekasz jak pies cierpliwie pod domem
Na Panią szaliku utkany niepokojem..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz