środa, 30 grudnia 2015

nicości bezmiłość

Wędruję w górę.
Wróć, spadłam niżej.
Staczam się w wielki rów.
Wróć, to kanion.

Co ja tu robię?

Wchodzę wyżej
w tę pustą przestrzeń sennych ramion.

Garstkami chwytam ulatujące chmury
wspomnień, by nigdy się nie rozpuściły.

Słońce już dawno zaszło za horyzont prawdy,
zostawiło mi spadające gwiazdy.

Spadam na dno w nicości bezmiłość.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Spełnione marzenia

Kiedyś mała dziewczynka z kucykiem,
dotknąć chciała szklanej góry.
Przez życie iść z kałasznikowem,
rozbijając wokół wrogów.

Nieopatrznie z klapkami na powiekach,
gnała pod prąd ku marzeń szczycie.
Po omacku wspinała się po cierpieniach;
A strach był tylko baba jagą ze starych bajek.

Nie widziała, że szczyt to wysoka cena
za te błahe do spełnienia marzenia,
bo gdy stała na wierzchołku było niesamowicie,
teraz patrzy ze smutkiem, w dół tęskniąc skrycie.

wtorek, 8 grudnia 2015

Grudniową nocą

Baldachim błyszczący na ciemności granacie,
odbija swe światło w prześcieradle z śniegu.
Jodłowe świeczki stoją jak na warcie,
gotowe spłonąć, niż wyrwać z szeregu.

Skrzypi to łóżko i świeci się zadaszenie,
jakbym mu przeszkadzała w istnieniu.
Więc oglądam cicho to przedstawienie,
idąc po ciemku w jodłowym cieniu.

I słucham tej ciszy krnąbrnej,
co magią mi mówi stare baśnie:
o potoku, moście i drodze krętej.
Wszystko mi powie nim księżyc zaśnie.

Tędy był podróżnych dziwadeł
przejazd jedyny, przez dwa zamczyska.
I ten oto strumyk perfidny diabeł
zamienił w żelazne urwiska.

A drogę poplątał , nicią złej Ariadny,
że Dziweł znalazł się w innym miejscu:
gdzieś pod wrotami do piekieł czarnych.
Spotkał diabła od razu przy wejściu.

Tak zaciągnął wszystkie dziwadła do groty.
Zamknął je szczelnie w zdobionym pudełku,
i ma je zawsze przysięgam do joty,
gdy go spotykam, przy rzeki źródełku.

Zmienił to wszystko za sprawą Pana.
Wypuszcza je zawsze grudniową porą.
Śmiejąc się, pijemy razem szampana,
bo to ja jestem Panną Dziwadłową

Na tym łożu bym padła na wieczność,
wielbiąc je mimo zimna jak Hiob.
By dotrwać do chwili dającej radość,
leżąc odkryta i goła jak głąb.

Wiatr przeniknąć chce niczym duchy,
chucha lekkim, znudzonym ziewaniem.
Otwiera swe usta, dodając otuchy
mi gdy wracam do domu nad ranem.

środa, 2 grudnia 2015

Winna i kat

Duchy chodzą po przeszłości gankach,
majaczą coś o rodzeniu nowych pokoleń
i że jeden puzzel to nie układanka,
że zmieniłam cel mimo wyszkoleń.

Trzeźwieją mnie realności kubłem.
Zimnieję pewnością,otulam nią rozum.
Zamieszam i wygram jednym puzzlem.
Nie dla mnie lalki, koniki czy domy z betonu.

Każą dać mi siarczysty policzek.
Prosto w nos, by pękł, dla zrozumienia,
że bez tego nie ma choinek, baranów, pożyczek
i że gadam nie od rzeczy bez zastanowienia.

Nie w nocy ocierać łzy, obrączką naznaczoną,
w dzień tęsknić ku zachodowi.
Nie sama tworzyć mannę piersiową,
zeszłorocznemu przyglądać się kalendarzowi.

Bo głupi kto wie, że tak stwardnieję jak głaz.
Jam jest poduszką, do przytulenia na raz.
Bo głupi kto wie, że od tego jest świat.
Ja rządzę życiem, jestem winna i kat.

wtorek, 1 grudnia 2015

Apoteoza

Fory dla codzienności bławochwalcze modły,
bowiem to przez nią i z nią kwitną wokół jodły!

Ubóstwiajmy to co nas otacza.
Dziękujmy Panu za dar tego świata.

Za każdy nawet najmniejszy kwiatek,
za dane życie, co roku opłatek.

Za jaja święcone i kurę malutką,
za słońce, co dziś akurat chowa się za chmurką,

Za księżyc który w mrok nocy nam lśni,
za każdy sen, który wtedy się śni.

Za ustawy te ważne i te oportunistyczne.
Za ptaszki co śpiewają nam entuzjastycznie.

Za każdą myśl tą złą co nas pogarsza,
za tą dobrą co się szybko rozprasza.

Za drogę do domu i ciepło w kominku.
Za kościółek mały i kapliczkę przy rynku.

Za rodzinę całą tą dużą i tą całkiem małą.
Za herbatę gorącą, gdy chłodne dni mijają.

Za kawę co stawia nas co dzień na nogi.
Za to dziękuję Ci Boże drogi.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Jesień życia 2

Na śniadanie łyk rycyny, kropla złości
na łyżeczce z sztucznej porcelany.
Kanapka wypchana pychą zazdrości
na talerzyku kruchym i szklanym.

Mój to posiłek, lecz inni wiecznie niedojedzeni.
Niech żrą na zdrowie!
Radośnie utoną przez talerz w krwi czerwieni.
Niech im Bozia odbić pomoże!

Mój to początek dnia, myślą, że też tak chcą;
niech udławią się w łyżeczce.
Z uśmiechem dodam zatrutych życia mąk
niech jedzą po troszeczce.

sobota, 21 listopada 2015

Mentalność ludów

Łzy mi mówią, że nadzieja nic nie daje,
ułoży się wszystkim, lecz mnie wcale.
Wszystkie znaki na niebie, wróżby, horoskopy
fałszerstwo snują, zwodzą o rozkoszy.

Tak dokładnie, sądzę ja tak samo.
Będę jak trawa co zmienia się w siano:
suchość uczuć zawiąże mnie w snopek,
nie do rozbicia, bez żadnych łaskotek.

Będę jak stara, zużyta parasolka:
gdy ktoś chcę otworzyć ja się ociągam.
Nie daj boże ktoś musi schronić się przed deszczem,
zastanie dziurę wypchaną powietrzem.

Będę jak słońce, gdy potrzebujesz się ogrzać:
zajdę za chmur wielkich czarnych rozpacz.
Zaś gdybyś pragnął chłodu w upaleniu,
wyjdę i sparzę Cię nawet w drzew cieniu.

Tak, będę ja bardzo tragiczna,
samotna, stara i zrzędliwa.
To wszystko znaczy, że umrę w nieszczęściu
po waszym najmędrsi szczęśliwym odejściu.

niedziela, 15 listopada 2015

Melisowo kawiasta

Ona jest melisowo kawiasta.
Ceni spokój i ciszę, gdy nastaje ranek.
Lubi jednak południe pełne zachwycanek
Wieczorami tabloidalna 
patrzy tylko swoich porcji 
by w nocy zatrumić dobro 
w morzu kainowskich emocji
Zwyczajowa w poniedziałki, środy, piątki
Trancendentalna znów w niedzielę, soboty, i wtorki.
Agonijuje by się narodzić, 
jej życie to ciągła przygoda
Oficjalnie jednak ogłoszę, 
że jest prostu pogodowa.

Sztuka radości

Nie pojmie nikt jaką sztuką jest radość
Ta najczystsza z naturalnych źródeł
Potrafi wznieść nad wyżyny ludzkość
Samoistna, z niczego powstała
Okalająca cały nasz mały światek
Bo szczęście jest jak krucha skała
Gdy ktoś spadnie nie wierzy już w nic.
Zrozumie tylko ten, który przyjął ją za pieniądze,
by później ją stracić i odnajdywać samemu w sobie.

niedziela, 8 listopada 2015

Wesele

Hula wiatr wraz z nim liście
Są na weselu jesieni i zimy
Przebrane kolorowo iście
Tańczą wśród lasu serpentyny

To oberka, to znów walca
Lub usiądą gdzieś przy drzewie
By powrócić znów do tańca
Po jesiennej łez ulewie

Bawić się chcą też w chusteczkę
To ją strącą z mojej głowy
By się z sobą choć troszeczkę
Poprzytulać bez namowy

Rozmawiają z kaczuszkami
O tej cudnej wszak imprezie,
By zostały jeszcze z nami
Zima później je zawiezie.

Wiatr z drzew powoli ściąga
Liści podwiązki z wysokich gałęzi
By tradycja nie miała końca,
Za rok widniały zapowiedzi

Lecz wnet zbliża się godzina
"Koniec wesela"-mówi zima.
W separacji jest z jesienią
I te liście nic nie zmienią...

Dziękuję, nie dla mnie

Nie dla mnie stworzone rutynowe czynności
Zajmowanie się praniem ścierek,
Brudnych od obiadu ugotowanego dla gości,
Zmywanie i głowa pełna rozterek.

Nie dla mnie inni, wszyscy dziwacy
Zajmujący się tylko codziennymi sprawami,
Albo cudzymi najlepiej, jak to rodacy,
Wścibscy, miast patrzeć na siebie sami.

Nie dla mnie sejmu szlachetni posłowie,
Kolorowe świecidełka, tabletki, reklamy
„Co zrobić?” telewizor wszystkim podpowie.
Ślepcy z kolorowymi okularami.

Nie dla mnie ważne kosztorysy
Złota góry, kopalnie diamentów
Składane złotówki na mszy do misy
Gorliwcy pełni łaskawych ornamentów.

Ja chcę po prostu usiąść na skarpie
Nad brzegiem jeziora myśli z wędką
Najciekawsze do kosza wierszy wyłapię
I oto napiszę z obojętności zachętą

Dziękuje wam wszystkim z całej duszy,
Żeście są zwykli i normalni,
Że nie znacie wrażliwości potopów i suszy
Wtedy ja mogę pisać, jacy jesteście marni.

sobota, 7 listopada 2015

Kwiaty w listopadzie

Kwiaty w listopadzie kruche są i słabe,
Nostalgicznie poddają się mrokowi.
Kwiaty w listopadzie zmęczone są i w nieładzie,
Sentymentalnie przystają mrozowi.

Zgadzają się nieświadomie.
Pełne własnych uczuć,
Które są suche i niewidome
Ulegają porom w życiu.

Jestem jak kwiaty w listopadzie,
Nad grobem niespełnionych marzeń.
Jestem jak kwiaty w listopadzie
Sztuczne i prawdziwe zarazem...

wtorek, 3 listopada 2015

Portal do sławy

Kiedy wstajesz rano, robisz zdjęcie
Dodajesz na fejsa, czekasz napięcie
Na pierwsze lajki i komentarze:
„Oh ! Jaka piękna!”, „O Tobie marzę !”

Myjesz więc zęby, wkładasz ubranie
Jebniesz se fotę szybko na kolanie
W lustrze wśród do prysznica żeli
Szczerzysz żółte zęby w sławy nadziei

Sprawdzasz co chwilę wpływy fejmu
W szkole nie czynisz żadnego postępu
Czy to historia, czy język polski
Znów tweetniesz zdjęcie z lekcji beztroski

I kiedy busem jedziesz do domu
Musisz udostępnić to byle komu
Tak jedząc obiad napiszesz, żeś głodny
Kolejnej foodfoty instagram jest godny.

Wnet kupy przyszła najwyższa pora
Więc snapchat rozsyła wszystkim dokoła
Zdrową kupencję w czyściutkim kibelku
Z komentarzem: „Ups.. kupa, zabrakło papierku ;(„

Rychło wieczoru nadchodzi czas
A Twój dzień wyglądał tak :
Facebook, Instagram, Twitter i Snap.

Jesień życia 1

Czuję, że to jesień życia
Wiatr bezduszności przeszywa mnie na wskroś
W rękach już lód nie znika
Ten co miał topnieć, gdy cierpiał ktoś

Fałszywe uśmiechy, lakoniczne spojrzenia
Rzeczywistość, w której nic się nie zmienia
Jednak ja ulatuję w królestwo cienia
Wiem, że przepadną moje pragnienia

Serce wkładam, podczas wchodzenia na drabinę
Do środka małych drzewek, dając świadectwo
Uporczywie przestrzec , gdy trafię na minę
Nim światło znajdę, chcę całe dziedzictwo

Przed złudzeniami, którymi karmiłam, jak matka
Która musi dla dobra swych dzieci
Całe braliście łapczywie te glizd kłamstwa
By odbić się mogło wam jak rybie w sieci.

Tak wy wyłowieni umieracie w przekonaniu
Dobra i miłości ze strony rybaka
Wprawieni w sztucznym gadaniu, nie słuchaniu
Złapani zostajecie w dwulicowość haka

Bo tacy jesteście w sobie zadumani,
Grożący wiecznie i nieustępliwi,
Że wasz świat pragnień,
kredkami zamalowałam obłudnymi.

Samotność artysty

 Mówią kochaj! Bądz kochany!
Cóż kiedy człowiek woli być z sobą samym?

Sis vis amari ama!
Starców kultura nam powiada.

Kocham lecz nie tego,
Co by go wybrało niebo.


Nią jestem przecież 
Tak mnie życie plecie

Konary swoje jak drzewo dumnie wystwiam,
Sama stoję pośród pustkowia i do siebie przemawiam:

"Wiatr mi wybrał taką drogę 
Że nikogo mieć nie mogę"

Taki to nasz smutny los niestety:
Artystą być i cierpieć za bzdety.

czwartek, 29 października 2015

Barokowa dziewczyna

Jedzie w busie barokowa dziewczyna,
Szyje jej otacza brylantów lawina.

Kółek, cyrkonii, linek, zawijasów-
Pełne ma ręce tego ambarasu.

Na głowie kokardki, motylki i pszczółki
Co to za dziwadło? Gdzie ma myśli półki?

Myślę sobie : „Aż dziwota,
że ten bus nie jest ze złota !
Że ta droga to nie autostrada,
A ona to nie dziwka, choć jest prawie naga.”

Pewnie gdzieś schowane w barokowej dziewczynie,
Jest serce drewniane w pozłacanej kurtynie.

niedziela, 25 października 2015

Huśtawka


Kołysze się z wiatrem niepewności
Jak kot nie wie, w którą uciekać stronę
Przed pociągiem rzeczywistości
Zawieszona wysoko na dębowej koronie

Huśtawka stworzona przez ludzi
A na niej siedzi mała dziewczynka
Problemami głowy nie trudzi
Błaha jest jej zagadka jutra

Do góry i w dół- czuć oddech powietrza
W tył a później w przód- na drzewie jaskółka
Do góry i w dół- słońce już zachodzi
W tył a później w przód- pod stopami ziemia

Wtem- bum! Wprost z żywych marzeń
Dziewczynka spada zdzierając kolana
Bo nie wiedziała, że beztroska jak wszystko
Prędzej czy później się zestarzeje


niedziela, 11 października 2015

Pewna niegotowość (List do M3)

Chyba chciałabym być pewną
Poczuć Ciebie opiekuńczo i blisko
Skończyć ciemność łez wylewną
Słychać jak oddechy nasze cichną


Chyba chciałabym to przeżyć
Każdy dotyk jak mrówki pełznący
Odległość od Ciebie cicho mierzyć
Po ciele czuć tors Twój pachnący

Chyba chciałabym iść w przyszłość
Być jak gruszka już dojrzała
Spaść z trzaskiem w rzeczywistość
W rutyny amok wstrętny jak gorzała

Chyba chciałabym gotową być
Stawić czoła maestrii monotonnej
By móc później z Tobą naprawić
Nudę każdej nocy skromnej

Chyba chciałabym być pewną
Oddać serce jak na dłoni
Spadać za Tobą w piekła ciemność
Lub gonić za rękę po życia zieleni...

poniedziałek, 5 października 2015

Zapamiętać myśli

Ile zapamiętam myśli z tą chwilą ?
Po świtach, zenitach, pełniach
Płyną ciągle po umyśle mila za milą
Mało ich w więziennych głowie kratach

Gdy burza grzmi ja wraz z nimi
Jak pilny szwajcarski zegarek
Chodzę kontempluję czemu ptaszek kwili
Wymyślam nowe kule dla myśli kalek

Ze słotą leniwie śpią jak koala
Gdy liść weny aloesu nada
Przyjadą autobusem na poezji kolana
Na tym przystanku czasem pogadam

W pełnym słońca lśnią złocie
Lecz często pracują dla czegoś innego
Chytre jak lis w swej robocie
Wszystkie moje nic Ci do tego

Zapamiętać chce tą Siwą i tą Einstonową
Chcę niewłaściwą, ze sfery sacrum
Za dziesiąt lat z pełną chcę chodzić głową
Wspominać chcę chwile odwagi i strachu

środa, 23 września 2015

Anemia szczęścia

Sprzedali mi koszyk słodkich marzeń,
Reklam wcisnęli w niezdecydowane ręce,
Kolorową kredką kolorowali tęczę wrażeń,
Garnkiem złota kusili mą głowę w męce.

Kupiłam, bo raz tylko tu będę stopami.
Wzięłam drżąc, byłam niezdrowo ciekawa.
Otumaniłam się niczym narkotykami,
Gorączki nie pragnęłam lecz wizja zabawa

Brnęłam z nimi po tej naiwności ziemi,
Torowałam przejście łokciami zdartymi.
Zapatrzona oczami zachłannie tęskniącymi,
Dostałam od tego choroby -szczęścia anemii.

Piekło mi zamieszkało w błękicie oczodołach,
Wulkanem wybuchła słona epoka lodowcowa.
Widły skrzydlate serce nakłuwały po kołach,
Pozytywne myśli odpłynęły, jak kra marcowa...

poniedziałek, 14 września 2015

List do M 2

Zachłannie z lękiem, niechętnie z pragnieniem
Kocham Ciebie we śnie, chociaż o tym nie wiem
Rozsądnie bez ograniczeń, głośno ale skrycie
Kochanie Ciebie inicjuje serca mego gnicie

Hulając z wiatrem wolna w przestworzach
Wśród zieleni, błękitów, w górach i na morzach
Ubrana w ciężką zbroję antykupidynową,
Bo rozum z sercem chcą ale nie mogą

Płonąc ogniem żywym, niosącym ciepło
Z iskrami unoszę się i znikam lekko
Bez cienia ni śladu różu na okularach
Dusza ma suszy się w tych oparach

Błądząc w ciemni oceanu głębinach
Otulona zimnem, niczym zła machina
Z braku cierpliwości unoszę się pychą,
Czerwoności cierpienia jadam pełną michą

Zakopana po uszy w tej maskaradzie
Gubię gdzieś siebie w miłości mej sadzie
Owocuję obficie i niestety czekam
I miast coś zrobić ja ciągle narzekam...

piątek, 4 września 2015

Musisz

Zwisają z okna fioletowe pelargonie
Na drugim grzeje się kot o rudawym ogonie
Drzwi w kolorze jabłek dojrzewających w sadzie
Po orzechem stolik na nim kładzie mama kawę

Filiżanki porcelanowe jak niebo na ziemi
Stukają ze śmiechem, takich nie podmienisz
Tej chwili szczęścia w wywarze miłości
Rozbić może tylko huragan niechcianej złości

Może to banały sam dobrze to znasz
Trudno pomyśle o tym tylko raz

W ciśnieniu pracy jedynej daremnej
Myśl choć przychodzi znika we mgle ciemnej
Chęci się czają jak diabeł w Betlejem
Lecz wyjść nie mogą źli przyjaciele

Z tym jest jak z każdą chyba
Musisz, nie chcesz a świat Cię wydyma

Szklanka

Pusto głucho rzucona szklanka
Na niej akwarelowa malowanka
Domek w słońcu o tym samym odcieniu
Dwójka dorosłych w jabłoni cieniu

Na bujanym koniku drewnianym
Blond loczki czupryna- chłopiec mały
Beztroski miał dzień zresztą jak każdy
Wraz z siostrą co obok zbierała kwiaty

W kompletnej ciszy ustaje wrzawa
Ktoś rozbił szklankę-skończona zabawa
Tak mama wraz z tatą podzieleni rysą
Jak aparat stary z wyciągniętą kliszą

Już nic nie zostanie takie samo
Bo co się zdarzyło w sercu zostało
Szkła rozbitego nie posklejasz czynami
Nazywamy to wspomnieniami

czwartek, 3 września 2015

Recepta na przyszłość

Zawziętość okropna w dojściu do władzy
Kuriozalne przemówienia i kartek pełne lady
Większość udaje zrozumienie
Mniejszość się śmieje i wstydnieje

Miast godności i gór złota
Zabezpieczeń moc niech da hołota
Chce by wszystko było uzgadniane
Nie spontanicznie nie na kolanie

Prawdy ogień niech was sparzy
Gdyż nie każdy o dziecku marzy
Być może zagoi to nasze rany
Albowiem mało kto był planowany

niedziela, 16 sierpnia 2015

List do M1

Próbuje objąć rozumem to wszystko
Mówią mi że to nie możliwe
Ty od zawsze na zawsze blisko
Dla mnie to zbyt przeraźliwe

Widzę Cię ciągle wciąż nie moja
Być może kiedyś mnie zawołasz
Ze stali jednak rozsądku ma zbroja
Strzałą kupidyna nic tutaj nie zdołasz

Tak jakbym spotykała w lesie drzewa
Z których on powstaje tak Ciebie spotykam
Jesteś pod każdym skrawkiem nieba
Ja niewidoma przez Ciebie się potykam

Bo cóż z tego że las cały ogarniam
Z czego się składa wiem i do czego służy
Wiem że potrzebuje wody by nie zmarniał
Czasem się kruszy po porannej burzy

Wszystko to dobrze i wspaniale
Znam z książek i filmów obyczaje
Lecz nie ja gram w tym finale
Nie zagram i pewnie się przyzwyczaję

czwartek, 13 sierpnia 2015

Ekstermizm życia

Stoi na skraju i wie że ma skoczyć
Ktoś nie dałby stopy zamoczyć
Albo i wie że nie dotknie dna
Ktoś wtedy myśli że rady da

Łaknie i pragnie więc się oddaje
Ktoś nie chce inne wyznaje zwyczaje
Albo i wie że pożąda na pewno
Ktoś odmawia trafia w sedno


Nie chce-wciąż inne reakcje
Ktoś jednak przyzna mi racje
I ten i ten z pewnością powiem
Ekstermizm życia wyznaje co dzień

środa, 29 lipca 2015

Ukołyszą mnie do snu

Igły tańczące sosnową balladę
Świerszczące wieczorne trawy
Zboża ustawione jak na paradę
We mszy pełni gwiazdy zza nawy

Gruchające gołębie pożegnania
Wołacz echa oddalający się w dal
Oddechy kwiatów skrywania
Wdziewające swój płatków szal

Jęki niedomkniętych starych drzwi
Piski coraz cichsze z kurnika
Wszystko to dziś zwierza się mi...
Wszystko to dziś we śnie znika...

sobota, 25 lipca 2015

Czas pozytywistów

Spojrzenie na cel oczyma przez lunetę swoich celów
Dążenie do utopii egocystycznej takiej własnej
Chorobliwe pieniactwo i brak bohaterów
Świadomość zamknięta w małej klatce ciasnej

Korzyść goniąca korzyść nie mająca końca
Za ewentualnością ponad stan swój wyjścia pościg
Fałszywa filantropia dobra nie znająca
Szorstkość stosunkowa dla tych co bez włości

Zawiązana sznurem z bogactwa i pieniędzy
Owinięta kamizelką chwały dla przodków
Skuta kajdankami chamstwa i niewiedzy
Zatrzaśnięta w labiryncie myśl pozytywistów

piątek, 24 lipca 2015

Szalik

Gdy tylko gęsiej skórki nadejdzie sezon
Białe tumany zasp nas odwiedzą
Z lubością kochany ja Ciebie wyciągam
Zakładam wokół szyi delikatnie pociągam

Co widzi oczu Twój miliard ze sznurków?
Co słyszą uszy Twoje na ramieni pagórków?
Co czują dłonie Twoje głowę trzymając?
Co wchłania nos Twój perfumami odurzając?

Widzisz mnie nagą nad wanną życia
Przy Tobie słów moich czynna dzwonnica
Błahostek analiz pełna ciężka głowa
Potu nagrabiona śmiatka, łez podłoga

Gdy czekolady ciemnej delikatna poświata
Wyleje się otoczy jak więzienna krata
Ty biedaku we wspomnień stęchliźnie
Leżysz płacząc rzewnie i bezczynnie

Co wtedy widzą oczy załzawione?
Co wtedy słyszą uszy wyczulone?
Co wtedy czują dłonie w pragnieniu?
Co wtedy wchłaniasz w kurzu otoczeniu?

Pewnie ciemności no tak prosta sprawa
Słyszysz jak radość za drzwiami się stwarza
Czujesz słodką nostalgie chropowatą złość
Dusisz się czekając aż przyjdzie mój głos

Otulasz miękkością śpiworze z mchu
Na każdy słońca wschód lecz nie do snu
Czekasz jak pies cierpliwie pod domem
Na Panią szaliku utkany niepokojem..

Maestria

Nagle światło dnia lub światła nocy
Prawa lewa jestem i przecieram oczy

Czas szczebel przejść drabiny poety
Wygnać minione senne bankiety
Półki z myślami książek zasnutą głowę
Poukładać muszę i wykurzyć z połowę

Czas wdziać bawełniane spodnie
Uśmiech też to jest istotne
Zamaskować szpetotę delikatnie trzeba
Umyć ząbki, zjeść kawałek chleba

Czas kurz zmiecić i podłogę
Nikt nie powie „ja pomogę”
Poumywać wszystko w zlewie
Śpiewać głośno gdy nikt nie wie

Czas podłączyć krupkę dużą
Wiadomości zawsze służą
Pogodynka coś tam mruczy
Że na polu śnieżek prószy

Czas już obiad przygotować
Łyżki noże naszykować
Zaraz przyjdą domownicy
Winko schowam do piwnicy

Przyjdą zjedzą poplotkują
Zemstą zdradą poprzejmują
Potem pójdą sobie w świat
Ja znów z miotłą za pan brat

Polna droga

Wśród ścieżek zadumy wybrałam jedną
Poszłam tą drogą prostą jakże piękną
Po małych chmurach kamieni chodzę
Nad nimi w oddali jakby ciemne morze

Pomiędzy karczmy miłości człowieczej
Słynące z ociekania miodem i mlekiem
Pola miłości ziarnem zbóż obsadzone
Jak stara skórka owocu pomarańczowe

W tyle jest pełno boskich stworzeń
Są mi drogowskazem Edenu co dzień
Ogromem swym i siłą zachwycają
Lecz są i tacy co za nic je mają

Zieleni dotyk anioła mnie zbudza
Z zachwytu serce miękkie się odrywa
Ach to mały aniołek od mamy oderwany
Płacze prosi bym ukoiła jego rany

Pytałam go dlaczego to się stało?
Dlaczego życie jego połamano?
On uśmiechnięty kołysząc odpowiada
Szczęśliwy że ktoś z nim rozmawia

Mówił mi że mały jest troszeczkę
Ledwo stopami zagnieździł przestrzeń
Chciał tylko być tu i obserwować
Rękami swymi krajobraz malować

Lecz kiedyś odwiedził go diabełek
Powiedział : Wyciągnę Cię na spacerek
Teraz mi będziesz laską u nogi
Bronią strzegącą wśród polnej drogi

Ciągnął go z całej siły za rękę
Nie wiedząc że mały cierpi udrękę
Siłą urwał bezczelnie bez poproszenia
Ramię okaleczone nie do zaręczenia

Więc pamiętajmy Ci mali i duzi
Że zieleń czuje i tak samo się trudzi
Ona żyje choć wolniej i ma nadzieję
Że wielu z was jeszcze zmądrzeje

Przed senny maraton myśli

Najpierw biegną prostym torem jutra
Co tu ubrać podkoszulek czy futra?
Później w przód się wysuwając
Kocha czy nie kocha? Miłość jest jak zając


Dalej przez płotki marzeń muszą skoczyć
I uważać aby w codzienności się nie zmoczyć
A gdy już przeskoczą wszelkie bariery
Brną do mety przez moralności maniery

To jest on ten co przeżywasz co dzień
Nie zdajesz sobie sprawy z własnych wywodzeń
To taki przed senny maraton myśli
One biegną ciekawe która mi się przyśni

Proszę niech przyjdzie Wiosna

Porządnie przygotowana, iście cudnie jest ubrana
Włosy z mchu kręcone, oczy lazurowe, nos zadarty
Cała w skowronkach odziana, na obcasiku, drewniana
Bluzeczka, spódniczka z dębu, stokrotkowe zęby w kraty..

Jeżynowe ma paznokcie, chmurną skórę jak w dzień biały
Malinowo złote usta, do krwi zdarte kruche łokcie
Z wiatrem pędziła ile sił zagrodził drogę front mały
Tak oto majowym gajem lećcie bociany ją gońcie...

Niech no ja wam siły dodam nadziei oddechem lekkim
Jak Ikar choć wyżej wzlecieć musiałybyście zróbcie to
Dla mnie proszę niech się skończą dni słoty roztopy męki
Afirmujących naturę udręki niech odejdą stąd...

Tańczyć chcę z liśćmi wesoło wśród oceanu jej lasu
I chłonąć grzyby zawczasu co wyrosną późną porą
Śpiewać z sowami co mądrość rozdając nie szkoda czasu
Mi jakże cudnie gdy patrzę na serce co leśną korą

Otulone przygarbione czterema zmianami roku
Dobrze że się jeszcze trzyma nie ścięty ani zjedzony
Słucham szumi cicho do mnie że lęka trzęsie się mroku
Grafitowych złych powodzi nie chce grzmotem być strącony
Lecz pragnie być uwolniony Chce służyć mi się przeznaczyć
Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć...

Luna

Delikatnie wychylasz się dając poświatę
Jednostajnie otaczasz swym majestatem
Oświetlasz drogę tym co właśnie zbłądzili
Zapatrzyli się w szczęście, zegarek zgubili

Kształt Twój idealny szkoda że nie Ciebie
Pan Jezus rozmnożył z gwiazdami na niebie
Chociaż dobrze żeś jest jeden zachwycasz
Kartki w kalendarzu co miesiąc przerzucasz

Małe palmki na Tobie ślad po doświadczeniu
Cierpiałeś swoje rany dumny w milczeniu
Widziałeś w przestworzach już tak wiele
Zapewne-pozwalam Ci-ze mnie się śmiejesz

Bądź mi ciągle choć tylko na kilka dni
Wytrzymię tyle dla takich pięknych chwil
Po morzu brylancików dalej płyń sobie
Nie myśl że ja przez Ciebie spać nie mogę

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Czymże jest ta najmniejsza dzienna co nam przemija?
Mądrzejsi okulary na nosie poprawiając
Powiadają : powiewem wiatru, płaszczem motyla
Ja jednak pod lupę ją wezmę mikrobadając

Dla mnie chwila jest mała jak kropla rannej rosy
Ta co spada powoli, szybko wiatr nią łomota
O ile ktoś w momencie nie podejmie się kosy
Przytnie spadnie więc rosa została chwila bosa

Dla mnie chwila to kubek herbaty ciemnej wrzącej
Zalewany jest szybko, powoli środek parzy
O ile nie rozstrzaska- wzleci aury pachnącej
Szkło to niedoskonałe chwila jesteśmy starzy

Dla mnie chwila to świeczka w oknie na parapecie
Zapalona powoli szybko kołysze się kmiot
O ile oknem cicho ust nie nadyma wiecie
Skończyła się świeczyna chwila mija-wiatr trzpiot

Dla mnie chwila to kamień idący u strumyka
Wędruje z czasem szybko powoli szuka rzeki
O ile trójzębem bóg nie przesunie kamyka
Bieg życia jego w chwilę zmieni-słychać głuche krzyki

Dla mnie chwila to i ta tamta właśnie tu była
Śmieszna tragiczna bywa potencjalna liczona
Spójrz ! Znowu była przecież nie zobaczysz jej miła
Podlewaj czasem drzewa bo chwila-kora zgniła

sobota, 30 maja 2015

Ludziaki

Czemu ludzie to są ludzie?
Przecież to jest nieetyczne
Zbyt ulegam takiej nudzie
Porostrząsam sprawy liczne

Więc niech żyją Marchewczaki
Co to z wierzchu dość zgorzkniali
Mało smaczną skórą z klaki
Okrywali dobroć Ci co długo znali
To wierzch prędko odgryzając
Poznawali Marchewczaka
Z każdej strony obracając
Odnajdując w środku brata
Lecz jest prostsza droga
Wzięcie noża przekrowanie
By go od razu rozebrać
We wrzątku zagotowanie

Są proszę i Winograki
Piękne cudne tylko jeść !
Cóż więc za ideał taki
Musi w środku serca mieć?
W środku zaś jest pestek pełno
Cwane, chytre nieboraki
Mają w kontaktach Inferno
Im nie straszne są ludziaki
Sposób jest na złagodzenie
Wzięcie noża wydłubanie
Zła co w jądrze sobie drzemie
Staranne wypestkowanie

Niech i będą Cebulaki
Jak pogoda w te miesiące
Im nie straszne różne draki
Im na niebie gwiazd tysiące
Choć nie wiemy co nadejdzie
Lubić trzeba Cebulaka
Często z śmiechem nas obejdzie
Czuły jest na los ludziaka
Chociaż płakał będziesz rzewnie
Spróbuj dorwać od korzenia
Powolutku zgrabnie pięknie
Poodchodzą warstwy cienia

Cóż więc byłoby szalenie
Gdyby były tylko trzy
Jednak jest ich nieskończenie
Tak jak ja i wy i my.


Ot tak

Ewentualnie zmarszczę skronie
Kiedy spojrzysz w moją stronę
Okulary z boku poprawię na nosie
Brew lewą lekko podniosę

Jeśli chcesz możesz zagadać
Ze mną miło się rozmawia
Tu Cię kąsnę, tu przygryzę
Inaczej okropnie się nudzę

Ale wiedz to nie tak łatwo
Spojrzeć na mnie z góry, gładko
Bo ja w środku tworzę Tobie
Obraz mój w oprawie drogiej

Możesz kupić bez wahania
Kilo szczerości daję do sprzedania
Każdemu kto tylko się uśmiechnie
Odda mi na dzień jeden szczęście


środa, 29 kwietnia 2015

Pytają mnie ludzie...

Gdziekolwiek jestem o każdej porze
Wszyscy pytają czy Pani pomoże

-A jak dojechać do spa wie Pani?
Bo my mieszkamy o tam w oddali

-Wie może Pani która godzina?
Bo zegarek mi padł telefon się ścina

-Ulica owaka to koło śmakiej?
Bo ja na obiad czekam ze smakiem

-Jechał może tędy bus do Mnietobchodzic?
Bo rozkład zgubiłam a daleko by chodzić

-Ktoś parasol zostawił ofiara biedna
Bo pewnie się spieszył szkoda oponęta

-Pani też jedzie do Koncaświata?
Bo ja również z wizytą do brata

Irytacja mnie chwyta za gardło
Lecz częściej pomagam im hardo


Dobrzy to ludzie przychylni i mili
Akurat ze mną się zaznajomili

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Metoda nicości

Jakby kłucie w jedwabnym wnętrzu
Coś próbuje zniszczyć płótno w Twoim sercu
Igiełką świadomości powoli nakłuwa
Czarną nicią zrozumienie wyszywa

Na płótnie nadziei szczęście malowane
Ktoś wypełnił pustką co zawsze zostanie
Ziejąca otchłań utopijność ogarnia
Myśli po niej błądzą jak Ariadna

Każdy to zna bądźmy szczerzy
Zależy komu ufasz lub wierzysz
Czy rozum czy serce?
Nigdy dziury w brzuchu nie wiercę

sobota, 18 kwietnia 2015

Prysznic

Jestem czuję ten zapach męskości
Coś pięknego widzę ideał ludzkości
Jest tak blisko wszędzie jego obecność

Marzeniami przyszłość już naszą rysuję
Spod zamkniętych powiek obrazuję
Jak zaraz cudownie namiętnie mnie pocałuje

Wtem coś przerywa i słyszę pukanie
-Co tam się dzieje? - Kąpie się chamie !
-Dobrze, już dobrze nie przeszkadzam kochanie !

I wszystko odleciało jak mydlana bańka
Cała postać idealnego kochanka
Spłynęła wirem z wodą w prysznicu
I żelem dla mężczyzn po jego użyciu

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Domek miłości

"Jeśli kiedyś wybrać będę mógł jak to zrobić 
To przecież dobrze, dobrze o tym wiem 
Chciałbym umrzeć z miłości"
Myslovitz


Gdzieś w przestrzeni czasu
Byleby trwać na wieki
Może być nawet w środku lasu
Oczami widzę przez powieki

Jak z baśni prawdziwy
Ze śladami stóp małych
Dużych tylko dwie pary
Ogród uśmiechów kolorowych

Ciepło tutaj i przytulnie
Szykuję wszystko co trzeba
Okiem spoglądam przychylnie
Na stół z manną z nieba

Poskładamy z dwóch puzzli dom
Oknami serca nasze otwarte
Za drzwiami nasz schron
Bo to wszystko miłości warte

niedziela, 5 kwietnia 2015

Olśnienie

Stąpasz po swym wątłym ego z kryształu
Byle by być na Araracie-zbilżasz się pomału
Ja wolę Erebor i mieć dla siebie to coś
Trzymać los w rękach nie wypuszczać go

Chcesz kolorów które ktoś Ci namaluje
Uwazaj to zgubna droga ona nie żartuje
Ja nieświadomie jak Raskolnikow zabijam
Mydlące oczy wiadomości złe pomijam

Wychodzi z kawą w ręku jak Atena z głów ludzi
Absurdalna mądrość-lecz wieczność ich obudzi
Zrozumiałam każdy ma szanse i tabula rase
Na to by utkać swój świat z własnych marzeń

Zasadzę drzewo-moje exegi monumentum
Z ziarenka swoich słusznych momentów
Umrę jako czyżyk ale w swoim drzewie
A to co chcę przekazać zostawię dla siebie



środa, 1 kwietnia 2015

Biały proch

Biały proch co wszystko zmienia
Istotę rzucającą ukradkowe spojrzenia 
Biały proch co wszystko zmienia
Wygłaszającego swoje przemówienia
Biały proch co wszystko zmienia 
Myśl kreuje na kształt kamienia
Biały proch co wszystko zmienia
Głowę smutkiem, żalem przyćmiewa
Biały proch co wszystko zmienia
Sobotniarz czuje, chce do nieba!
Biały proch co wszystko zmienia
Dewocina rozdaje swe mienia
Biały proch co wszystko zmienia
Skrzydlatego do Rogatego wodzi plemienia
Biały proch co wszystko zmienia 
Oddasz duszę, zapomnisz cierpienia
Biały proch co wszystko zmienia
Żyć od razu się zachciewa
Biały proch co wszystko zmienia
Pustka, bez braku istnienia
Biały proch co wszystko zmienia
Motywacji siłę jedynie leżenia
Biały proch co wszystko zmienia 
Nawet noc w dzień! Tylko z dnia nocy nie zamienia
Biały proch co wszystko zmienia

środa, 25 marca 2015

hmm

"Cogito ergo sum"
Kartezjusz

"Moje myśli stado ptaków - mówiła tak Pani
Próbować je okiełznać to jakby bić się z tygrysami"
L.K.



Stąpając po maestri twardych kamieniach często skaczę
Gdy lecę skokiem w górę myśli płyną morzem marzeń
Otulona płaszczem niezdrowej miłości często płaczę
Jestem u bram nieba niepewności rozkojarzeń

Innym razem jak to z nimi czasem bywa
Iskrzą swe podpałki natchnienia i wyobraźni
Kuszą niczym diabeł złej pokusy gdy przybywa
Nakazjują nie walczyć oddać się bojaźni


Przy płomieniu przeznaczenia siędzę cicho nie wojuję
One czują to i palą grila z pokoleń nowych istnień
Jedna się śmieje jedna nonsensu wojnę maluje
Inna zamknięta w psychice siedzi każdy dzień

Pamiętaj jak rozpoczynasz wędrówkę po swojej jaźni
Istotą rzeczy naszą jeśli rzeczą jest człowiek każdy
Jest nie dać zgasnąć ogniu myśli własnej wyobraźni
Jeśli nie chcesz zginąć zagaszony zimną wodą prawdy

poniedziałek, 23 marca 2015

Trip

"Znam tą trasę na pamięć, każdy zakręt
Lecz wciąż uwielbiam jadąc za okno patrzeć
Słuchać tych rozmów ludzi, gdy ja odbywam podróż"
L.K.


Siedzac w busie na odjazd czekając skromnie
Patrzę na tych co jeżdzą po świecie półprzytomnie
Jedzie dwóch takich nie ukradli księżyca
Pewnie jadą do pracy w ręce coś do picia

Za nimi z gumą w ustach jedzie pewien gość
Za sobą ma pewnie kolejną nieprzespaną noc
Znów takie dwie dziewczyny mądre inaczej
Jedna usta maluje druga w chusteczke płacze

Tak a następny można rzec normalny zwyklejszy
Przez komórke rozmawia oddech ma mocniejszy
Jeszcze inny wzrokiem świdruje wokół wrogo
Tylko on jeden i Bóg wie co tak kryje srogo

Wreszcie jeden uczciwy co normalnie się wozi
Taka jego tułaczka w tym kraju ludzi rozwozi
Takich kilku w mieście spotkasz ich za kazdym rogiem
Są zwykli jak my palą piją modlą się z Bogiem

Wypadek może spotkać każdego taki jest los
Pamiętaj o tym zanim zadasz komuś cios
Bo większość nie wie że od tego może zginąć
Bo większość nie wie o tym że żyje chwilą

niedziela, 22 marca 2015

Niezdecydowana

Gdzieś w ćwierćwieku życia na rozstajach drogi
Stała ona nie wiedząc co dalej zrobić
Wyboru ogrom jej myśli zaprzątało
Przebyć choć jedną lub dwie by się przydało
Niegdyś wojownicy wyboru nie mieli
I zmierzyć się z wrogiem bądz uciec musieli
Teraz gdy przed nami okno się uchyla 
Powiewem wiatru i skrzydłami motyla
Beznadziejność wokół koła swe zatacza
Niektórzy wolą za partnera whiskacza
Inni ambicje i marzenia spełniają
Niekoniecznie własne życie dobierają
Najwolniejsi najgłupsi nie myślą wcale
Dla nich zostawmy salony i żurnale
Więc gdzie podążać serce się zapytało?
Gdy rozum ciągle woła mało i mało
  W zamęcie oceanu nie odkrytego
Przez dłuży czas nie dostrzegałam ważnego
Przepływałam różne góry 
Te niskie i te ponad chmury
Co przeszkoda ktoś pomagał
Wzamian przyjaźni się domagał
Ślepota serce mi opętała
Osoba inna więcej by mi dała
Teraz nic nie znacze
Wiec jestem nikim tak to tłumacze
Deko odwagi by wystarczyło
By grono ludzi w święto mnie odwiedziło
Teraz musze dać komuś żyć
Przecież starałam się zawsze być
Nadzieji na lepsze choć odrobine
Wszystko by nie wejść jeszcze na nieba drabine

Niedzielniee

  Wierzyć dobrze w poprawnym mniemaniu
Nie wierzyć źle no bo jak do raju?
Strach ponoć wierzących ma otaczać
Czemuż nie objawionych chce łapać?
Zatrważać niepewnych i rozdartych
Mam zmieniać życie na ciągłe warty?
Gdyby mi ona się objawiła
I mi modlitwy kazać mówiła?
Nie chciałabym życia żałować
Za to można się w piekle kotłować
Permanentność istnienia przytłacza
Ciągle myślę o piękności świata
Nie pomaga mi myśl o odejściu
Próg bytu wciąż skłania mnie ku przejściu
Przecie mówią tchórzyć nie wypada
Odwaga najważniejsza to sprawa
Mama całe życie to powtarza
Jedna na świecie nie żyję przecież
Czy was tez problem ten serce plecie?
Świt prowadzi was do pracy
Południe nie zna wam sytości
Wieczorem mniej was rodacy
Noc pełna ukojonej wam radości

Bezradność losu rodzi złość
Głód prowokuje rozgoryczenie
Niepewność widzi podłość
Nadzieje zmywa przebudzenie

Teraz kilku jest na świecie
Pamiętnikarzy myśli o niewoli
Teraz kilku jest na świecie
Bóg godnie im odejść pozwoli

niedziela, 8 marca 2015

Druga szansa

"Jestem jedynie człowiekiem i cały czas popełniam błędy
wielu odpuściło i dało sobie spokój
ja proszę o drugą szansę, bądź na każdym kroku"
L.K.


"Człowiek stwarza pozory, boi się, że życie przegra
Bo każdy ma chwile, że się po cichu żegna"
Ziaja




Serce klaskające w rytm wybijanych słów
Chwila zastanowienia nad życiem tu i teraz
Myślę często że grzechy są ciężkie i już
Udzwignąć je i przenieść przez życia trud

Muszę i nauki pobierać potrzebuję
Nieskalane mieć serce i spokojną duszę
Na drugą szansę od życia ciągle pracuję
Chce kochać jak Ty Boże ale ciągle się duszę

Opleciona rutyną sekund mil
Staram się trenować dobro jak tylko umiem
Przez lornetkę życia widzę kalejdoskop chwil
W nich zła jak widać nie rozumiem

Ciągle jest zagadką druga szansa
Czy każdy na nią zasługuje?
Czy jest to tylko zwykła farsa?
Czy Ty specjalnie to organizujesz?

Gdybaniem nie otworzę mądrości drzwi
Ani też nie wywarzę ich przemyśleniami
Ale kiedy nadejdą sądne dni
Ze złego bytu być może ktoś mnie omami

poniedziałek, 2 marca 2015

Szczęście czy jesteś?




Frontu szcześcia drzwi uchylone
Chęci mnóstwo by przejść lecz się boję
Przeczucie tragedii od nich oddala
Nie dam się wygram ! Marna to wiara
I znów to samo koło jest kręcone
Chciałabym się cieszyć ale nie mogę !
Świadomość nieszczęścia przygniata
Dochodzę do wniosku że dość mam świata
I wtedy to właśnie szczęście powraca
Myślę często czy to złośliwość Boga
Że mnie gniecie ziemska podłoga?
Niestabilność uczuć przygniata
Skłania do nienawiści świata
Myślę wtedy co Ty pleciesz?
Takie życie to nie życie przecież !
Staję się mewą co lata 
Lotem swym góry i morze otacza
Nic do szczęścia nie potrzeba
Może prócz wody i źdźbła chleba
Jastrząb złych wieści mnie porywa
I tak oto znów koło zataczam nieszczęśliwa

piątek, 27 lutego 2015

Retrospekcje...

"Dzieci swojej epoki bez recepty na jutro
Nadmiar percepcji i strach za całą ludzkość
Piszę ten list ze skażonych pól swego serca
Krzyk bezradności zanim śmierć zabierze nas z tego miejsca"
L.K.




Ciągle biegam po podwórku wspomnień
Żałuję tych co nie będą go mieli
Tych uczuć nigdy nie chcę zapomnieć
W tych czasach przykrych urodzeni
Niby mają to co chcą dosłownie wszystko
Nie mają nawet własnej przestrzeni
Nie wiedzą jak to jest zbudować własne boisko
W okularach z reklamami i tanimi używkami
Moda na głupotę szybciej niż dżuma się szerzy
Nie mówię są też Ci z oczami w sklepie z półkami
Ale dokąd zmierza świat bądźmy szczerzy?
Biedni tak ich nazywam moja sprawa
Faktem dorosłość mnie doścignęła
Wszystko pamiętam ważna każda zabawa
Ważne bym przed zmrokiem do domu dobrnęła
Mama ścigała nas klapkiem za spóźnienie
Teraz gdy nakrzyczysz dziecko się rozryczy
Opieka przyjdzie na sąsiada skinienie
W domu dziecka wyrasta ktoś pełen goryczy
Złe doświadczenia one nie znikną
Każdego ranka smerfy i mleka szklanka
Po czym na pole ruszam ze swoją piłką
Dzis ich otoczenie to nie ta sama bajka

Gdy zima na koń więc i kulig się zaczyna
Wiosną kwitną drzewa lato to czas żniwa
Jesień eh jesień wieczór smutna bywa
Zwłaszcza kiedy dnia ubywa

Obudzeni promieniami wyruszamy w podróż
Drzewa są jak szczyty czasem ciężko wejść no cóż
Trawa podłoże wojenne w rece nóż
Z kawałka drzewa Wojna trwa już !

Piaskownica to rynku dzielnica
Złoty surowiec każdy sobie pożycza
Kamieniem zapłacę nawet za niewolnika
Kwiaty perfumami bogatego domownika

Pół wakacji tama budowana
Wreszcie ma się gdzie kąpać moja kompania
Skok do wody bez żadnego gadania
Najlepszy sposób do nauki pływania

Wyławiam ze skrytki dziejów fragmenty
Weryfikuję z bliskimi niejasne momenty
Dokładam starań by mi nie uciekły

Szczęśliwie było ale czas wszystko niweczy
Wczoraj już nie wróci nowy dzień kaleczy
Oczy zakropione smutkiem tego nie uleczysz

Nogi mające za sobą setki mil
Ręce które pamiętają tyle chwil
Serce kochające każdą z nich


Uszy zaropiałe bzdetami my przeszłości zelotami
Ustawicznie retrospekcji kochankami
Wybaczcie zarzucam w rzekę ramiona kotwicy
Pejoratywne widoki ślepiami życia uczennicy

"Mamo, mamo, mamo, mamo, spojrzyj i uśmiechnij się...

...zawsze kocham Cię tak samo.
Każdej nocy i we dnie"
piosenka z dzieciństwa




Nie ma mamy – nic nie mamy
Bo jak wszyscy razem wiemy
Obiad najlepszy u mamy jemy

Jak nie rosołek z własnej kurki
To pomidorówka na bazie tej zupki
Grochóweczka w świecie najlepsza
Z grochu wielkiego jak oko wieprza
A no i też goloneczka tłuściutka
Potem mama mówi że rośnie nam dupka
Warzywna z każdą jarzyną co tylko rośnie
Obok domu na polu przy modrzewiu i sośnie
Ogórkowa co prawda nie każdemu sprzyja
Ale jak mama zrobi to nikt nie wykrzywia ryja
I wszyscy jemy te zupy zachłannie
Bo jak mama gotuje to wszystko pięknie pachnie
I każdy z pełnym brzuchem chodzi
Jak mama ugotuje po swojemu dosłodzi


O obiedzie myśli od samego ranka
Szczyptę miłości włoży do garnka
Bo mama to najlepsza jest kucharka

czwartek, 26 lutego 2015

Dziwnee..



"Dziwny jest ten świat, 

gdzie jeszcze wciąż 
mieści się wiele zła. 
I dziwne jest to, 
że od tylu lat 
człowiekiem gardzi człowie
k."
C.N.                                         



  Dziwny świat niesamowicie
Dziwne jest i nasze życie
Dziwni są ludzie 
Dziwne są drzewa
Dziwna i wolność która nas opiewa
Dziwna jest pogoda
Dziwna też wśród ludzi zgoda
Dziwne mamy obyczaje
Dziwni Ci co nie mają ich wcale
Dziwny każdy mały duży
Dziwny też ten chudy gruby
Dziwność dziwi dziwić nie przestaje
Dziwnemu z dziwnym zgodzić nie przystaje
Dziwne że w tym wszystkim zgoła
Dziwnie nadziwić nikt się nie zdoła
Dziwny dziwnym się wydaje 
Dziwne? Coż zrobić? Takie to mamy dziwne zwyczaje

niedziela, 22 lutego 2015

Być człowiekiem być człowiekiem....

Powiedzmy taka kolejna inspiracja :

"Karabinem jeszcze nikt nie dał pokoju
Nikt nie jest wielki ginąc w bezcelowym boju"
B.T.

"Homo sum nihil humani a me aleinium esse puto"
Terencjusz


Człowiekiem być czy to tak trudno?
Dawać tyle z siebie nawet na próżno
Być zawsze na każde zawołanie
Kochać ludzi nieprzerwanie
Pomagać gdy tego oczekują
Pocieszać kiedy łzy wypłakują
Przytulać w trudnych momentach
Całować nawet w związkowych zamętach
Czy to takie trudne ja pytam ja zwykły człowiek?
Jeśli ktoś zechce niech mi odpowie
Nigdy nie zrozumiem zła z braku wiedzy

Jak zrozumiem chyba umrę wtedy
:D
A propo dnia łapcie cytaty :

"Przyszedł dzień gdy ujrzałem drogę Ciągle podążam tam"
M.G.


"Czasem kocham cie, czasem mam cie dosyć,
czasem uspokajasz mnie, czasem strzelasz fochy
(...)
pozwalasz mi cieszyć się tym co mam
z Tobą nigdy już nie będę sam."
R.L.

Ona zawsze działa w dobrej intencji
Nigdy Cię nie zawiedzie nawet gdy cierpisz

Ona daje spokój psychiczną równowagę
Ale nigdy nie wiesz na co tym razem się odważę
Ona kocha Cię tak samo jak Bóg
Przecież życie błogosławi to ten cud

Ona nie chce bezczelnie przez drzwi wchodzić
Ciepło niesie Ci nie dasz się ochłodzić

Ona uwielbia wytwarzać wyobraźnie
Przez co nigdy nie wiemy na kogo pech padnie
Ona gada o szczęściu z nami

Dzieli się delikatnymi oddechami
Ona mówi Ci o swoich uczuciach
Nie ogarniesz jej przy normalnych odczuciach
Ona chodzi ciemnymi ścieżkami

Może kiedyś nas odwiedzi w sklepie z półkami
Ona przygody ma zawsze takie piękne

Kiedyś była przecież namiętnie
Ona zostaje w Tobie całkiem permamentnie
Choćbyś jak chciał nie odejdzie ode mnie
przyjaciel to nie rzecz
przyjaźń to nie pudełko z rzeczami, które możesz rzucić byle gdzie
<3
uwielbiam :3















"Jak mleko wylane rozciąga się wzdłuż
Pasmo mgły które zakrywa pasma gór
Na nich śnieg tak biały jak najczystsza biel
Między nimi mała chatka
Jest stoi drewniana trzyma się góry
Tak wysoko jakby miała dotknąć chmury
W niej mieszka księżniczka wróć to nie bajka
A ona to nie księżniczka chociaż jest ładna
Spogląda oczyma szklistymi jakby księżyc w nich
Gdzieś tam głęboko w jej sercu tkwił
I patrzy na mgłę i szuka odpowiedzi
Szuka w tej mgle siedzi w oknie jak na spowiedzi
Modliła się pokornie składała dłonie
Żyła ubogo można rzec skromnie
Jednak Bóg milczał nie dał odpowiedzi
Więc kto jej odpowie co w niej siedzi?
Wiele razy tłukła okna szyby traciła nadzieje
Rozpryskiwała szkło jak swą duszę w każdą niedziele
I z nowym tygodniem odnajdywała siłę
Cieszyła się wtedy tym ze jest choć na chwile
Jednak zawsze gdy przychodziła późna noc
Zostawała sama wraz z nią stary koc
Cuchnął okropnie ona zdejmowała spodnie
I kładła się spać lecz tłum myśli nie dawał jej spać
To okropne uczucie wychodzącej myśli z myśli
Tworzącej coraz to nowe myśli i myśli
Przez to nabawiła się bólu głowy
Nie spała więc zaczęła pisać dla odnowy
I oto co z jej głowy wyszło
Może nie na darmo żyć jej przyszło"

sobota, 21 lutego 2015

"Gdyby"

Gdyby tym co kłamią rosły długie nosy
Czy nie kłamaliby specjalnie?
Cóż i bez tego życie się toczy
Może czas zacząć mówić szczerze i ładnie?

Gdyby lubiącym rzeczy nie swoje krótkie ręce urosły
Czy staraliby się od tej żądzy uciec?
Dzieci to dzieci, dorosły to dorosły
Może czas patrzeć swojego piekarnika i swoje ciasto upiec?

Gdyby Ci patrzacy pięknie a myślący inaczej wielkie ślepia mieli
Czy chcieliby widzieć co innego bo wstyd by ich zżerał?
Niekiedy zdarza nam się ujrzeć coś nie tak jakbyśmy chcieli
Może czas zmienić przyzwyczajenia i patrzeć dumnie jak generał?

Gdyby mieli nogi długie Ci co uciekają od pracy
Czy wyszłoby z mody piękna ich pokazywanie?
Chleb to chleb jak mówią bez pracy nie ma kołaczy
Może czas uświadomić sobie że hańbą jest leniuchowanie?

Gdyby wygląd przedstawiał nasze wnętrze
Ilu ludzi byłoby brzydkich?
Powinniśmy się zastanowić żyjąc w tym pędzie
Może czas obdarować dobrocią wszystkich?